| Pestkami Wyleczyć Raka. ------------------------------------------------ Pestka z moreli zawiera witaminę B17, która leczy nowotwór w 100 proc. przypadków,nawet jego najbardziej złośliwe odmiany – twierdzi dr Ernesto Corntrerasa, który w swojej klinice wyleczył z raka wiele tysięcy pacjentów . Witamina B17, amigdalina albo letril – to trzy różne nazwy tej samej naturalnej substancji. Najpierw znaleziono ją w jądrach pestek moreli, potem stwierdzono, że występuje aż w 1200 gatunkach różnych roślin. Najwięcej jednak w pestkach popularnych owoców, takich jak morele, brzoskwinie, nektaryny, śliwki, jabłka, gruszki, wiśnie czy czereśnie. Lecznicze działanie B17 opisano już w egipskich papirusach sprzed 5000 lat, proponując użycie wody migdałowej do leczenia raka skóry. Podobne zapiski o stosowaniu gorzkich migdałów pochodzą z Chin sprzed 4500 lat. W nowożytnej medycynie pierwsze informacje o tym, że B17 skutecznie leczy raka pojawiły się ponad 50 lat temu. Jej gorącym propagatorem był biochemik dr Ernest Krebs. Szacuje się, że od tego czasu około 100 tys. chorych na raka wyleczonych zostało letrilem. Skuteczne działanie B17 udowodniono w niezależnych badaniach w ponad 20 krajach, zarówno w przypadku ludzi, jak i zwierząt. Skuteczność wyleczeń sięga prawie 100 proc. pod warunkiem, że pacjent wcześniej nie został osłabiony naświetlaniem czy tzw. chemią. Jednym z najbardziej znanych współczesnych ośrodków leczących letrilem jest meksykańska klinika, dra. Ernesto Contrerasa Rodrigueza. Ponieważ B17 jest skuteczna i tania, szybko stała się solą w oku instytucji powiązanych z amerykańskimi koncernami farmaceutycznymi. Letril jest naturalną substancją, tak samo jak zioła. Nie można jej opatentować, więc nie można na niej zarobić. Można natomiast na niej stracić. I to bardzo dużo. Gdyby ludzie dowiedzieli się masowo, że B17 leczy raka, przemysł farmakologiczny poniósłby gigantyczne straty z powodu zaniechania chemioterapii. Skończyłyby się nie tylko zyski ze sprzedaży chemii, ale również nie byłoby przyzwolenia na potężne dotacje na wieczne badania i dopłaty do leków. Nic więc dziwnego, że losy B17 to tajemnicza historia pełna przemilczeń, fałszu, zastraszeń i histerii zamiast rzetelnej naukowej dyskusji. Cyjanek na zdrowie Kiedy nasze babcie robiły weka na zimę, kładły owoce z pestkami. Nie wiedząc o tym, dostarczały swoim rodzinom B17. Kiedy nasze mamy robiły weka, pestki już wyjmowały, bo wmówiono im, że w pestkach jest cyjanek, czyli kwas pruski. Panika przeniknęła oczywiście z USA. Dlatego dzisiaj tysiące Amerykanów potajemnie wyjeżdża leczyć się do Meksyku... i wraca zdrowymi. Zresztą w Polsce, tak jak i w wielu krajach, nie możemy kupić witaminy B17 w żadnej aptece. Proszę sprawdzić, jak magister za ladą będzie stukała w klawiaturę aptecznego komputera wszystkie trzy nazwy, po czym uśmiechnie się i powie, że nie ma czegoś takiego. Podstawowym argumentem przeciwko B17 jest twierdzenie, że letril zawiera silnie trujący cyjanek. Jednak witamina B12 również zawiera cyjanek i bez kłopotów można ją kupić w aptece. Nawet bez recepty. O co tu chodzi? Dokładniejsze badania wykazały, że straszenie amigdaliną nie ma sensu, bo natura w doskonały sposób zabezpieczyła nas przed zatruciem substancją pochodzącą z pestek. Nawet lepiej, bo zabezpieczyła nas podwójnie. Wyobraźmy sobie bandytę dzwoniącego do drzwi i głuptaka wewnątrz, który je zawsze bezmyślnie każdemu otwiera. Właściciele domu wiedząc, że mają głuptaka, zamontują blokadę w drzwiach tak, by ani on, ani bandyta nie mogli otworzyć drzwi. Otóż zdrowa komórka ludzkiego ciała to dom, w którym jest zamontowana taka blokada, i nie ma głuptaka. Chora rakowa komórka to dom, w którym jest odwrotnie – nie ma blokady, a mieszka 3000 głuptaków. Bandytę przed drzwiami obrazuje cyjanek zawarty w B17. B17 to substancja, w składzie której część atomów tak się ułożyła, że tworzy rodnik cyjanku. Rodnik „rodzi” cyjanek wtedy i tylko wtedy, gdy po pierwsze: zetknie się z enzymem otwierającym („głuptak”) o nazwie betaglukozydaza i po drugie – nie ma w pobliżu enzymu blokującego o nazwie rodanaza („blokada”). W zdrowych komórkach ludzkiego ciała mamy blokującą rodanazę i prawie w ogóle nie ma betaglukozydazy. Dokładnie odwrotnie jest w komórkach rakowych, gdzie betaglukozydaza występuje aż 3000 razy więcej niż w normalnej komórce i brak jest enzymu blokującego – rodanazy. Zatem gdy letril dostanie się do ludzkiego organizmu, rozchodzi się do wszystkich komórek zdrowych i chorych. W zdrowej komórce zamienia się w glukozę. W rakowej uwalnia cyjanek oraz drugą, równie silną truciznę (aldehyd benzoesowy). Te dwie trucizny niszczą komórkę rakową i tylko ją, a przecież o to chodzi. Teraz, znając już mechanizm, spójrzmy, jak amerykańska Administracja ds. Żywności i Leków (FDA) starała się odwodzić od letrilu i w jaki sposób nastraszyła nasze mamy. Najpierw ogłoszono, że letril jest bezużyteczny do zabijania raka, bo po wnikliwych badaniach nie stwierdzono w nim cyjanku. Po jakimś czasie, stwierdzono że letril w komórkach rakowych uwalnia cyjanek. Wtedy wydano odwrotny komunikat: skoro letril zawiera cyjanek, jest trujący. Według FDA mamy zatem sytuację, że owszem, B17 zabija raka, ale ponieważ robi to cyjankiem, to „takie niehumanitarne”. Ostatecznie jednak FDA została wezwana przed Sąd Federalny, gdzie przyznała, że nie posiada dowodów na toksyczność letrilu. Przeprosin oczywiście nie było, a my nadal jedliśmy kompoty bez pestek. Nasi dziadowie jedli jądra pestek znacznie częściej. Niektórzy, bo lubili, inni z oszczędności albo biedy. Jedli też często zapomnianą przez współczesnych kaszę jaglaną, zwierającą B17. Do chleba dodawali ziarno lnu rónież zawierające letril. Spożywali mleko i mięso zwierząt, które jadły trawę, zawierającą B17. Współczesne \ odmiany traw zostały tak genetycznie zmienione, że pozbawiono je letrilu. Co na to lekarze? Wielu światowej sławy lekarzy nie boi się leczyć witaminą B17. Jednak nie ujmujaąc wielu zacnym polskim lekarzom większość albo nie słyszała o letrilu w ogóle, albo zapoznała się z fałszywymi informacjami na jego temat, albo zwyczajnie boi się odejścia od narzucanych przez koncerny farmaceutyczne procedur. To trochę tak, jak z ociepleniem klimatu. W Polsce lato jest zimniejsze niż zwykle, ale Polska przyłącza się do walki z ociepleniem klimatu. Straszy się nas ubytkiem lodu na Arktyce (biegun północny), a totalnie przemilcza rekordowy przyrost pokrywy lodowej na Antarktydzie (biegun południowy) itd. itd. Musimy też wiedzieć, że lekarze są silnie uzależnieni od izb lekarskich, które niepokornym potrafią zabrać uprawnienia do wykonywania zawodu. Chcąc więc znaleźć lekarza, który ma odwagę się wychylić, trzeba szukać wśród emerytów albo tych, którzy mają odwagę przeciwstawić się systemowi. Czy słyszeli Państwo, że w krajach, gdzie były długoterminowe strajki lekarzy, śmiertelność w tym okresie malała nawet o 30 proc.? Takie nagłe „ozdrowienia” społeczeństw podczas strajku lekarzy występowały wielokrotnie w różnych krajach, np. w Izraelu. Cóż, ludzie wtedy z konieczności musieli wrócić do naturalnych leków. Od 2 tygodni jem po 15 jąderek z pestek śliwek i nie zauważam żadnych ubocznych skutków. Autor książki pt. „Świat bez raka”, mającej wkrótce ukazać się w Polsce, zaleca zjadanie tylu pestek dziennie, ile zjadamy zawierających te pestki owoców (np. jeśli zjadamy 7 śliwek dziennie, to możemy zjeść 7 jąder z pestek). W przypadku choroby dr Krebs zaleca spożywanie około 35 jąder pestek dziennie. Za granicą (np. za pośrednictwem Internetu) można też zakupić letril w tabletkach. Jedna tabletka 500 mg zawiera witaminę B17 w ilości znajdującej się w ponad 100 pestkach. Więcej informacji na temat B17 można znaleźć w wydanej w Polsce przez Oficynę Wydawniczą 3.49 książce pt. „Terapia metaboliczna witaminą B17” (dostępna pod adresami: www.nieznany.pl lub www.nexus.media.pl). Wiele praktycznych informacji w języku angielskim można także znaleźć na stronie internetowej: http://www.worldwithoutcancer.org.uk/ Jądra pestek moreli mozna też nabyć w Polsce: http://www.pestki-moreli.pl Arkadiusz Woźniak Polecam również tekst: niesamowitą książkę odkrywającą prawdę o szczepieniach: www.jut.pl | ||
czwartek, 26 lipca 2012
Walka z Rakiem - 2
Zamach Na Nasze Prawa Na Sieci
Jeśli „tak zwane” łamanie praw autorskich jest kradzieżą, to nawet Jezus i inni prorocy, awatarzy i wielcy Nauczyciele Ludzkości, tak przed Nim jak i po Nim, byli złodziejami. Kopiowali oni bowiem, aby utrwalić i wprowadzić w życie to co inni już przed nimi czynili, nikogo nie pytając o pozwolenie. A już specjalnie, nie pytali o takie pozwolenia istniejących w swych czasach „elit” czy „establishmentów”. Oni właśnie walczyli z nimi, z ich zachłannością i głównie z tego powodu byli i są doi dzisiaj przez nie prześladowani i zwalczani na wszelkie sposoby.
Pośród wielu cudów opisanych w Ewangeliach, Jezus rozmnożył pokarm. Zdarzyło się bowiem, że nakarmił na pustyni tłumy ludzi, poprzez cudownie rozmnożenie chleba i paru ryb (Mt 15, Mk 8). Chleb ten, był przecież wyprodukowany według jakiejś receptury, którą Jezus, rozmnażając bochenki skopiował. Nie dokonał zmiany w recepturze. Po prostu „ukradł” komuś przepis nie pytając o pozwolenie. Postępując za takim tokiem myślenia, także samo, każdy z nas, piekąc chleb, „kradnie” cudzą recepturę, bo przecież ktoś ją wymyślił, czy stara czy nowa.
Przy takim sposobie myślenia - już nawet samo spożywanie jakiegokolwiek posiłku, jest „kradzieżą” czyjejś receptury – a już tym bardziej dieta zdrowotna, bo to kiedyś, jakiś „specjalista” od odżywiania, tu czy tam na świecie, opisał i przedstawił jako swoje osiągnięcie albo nawet i lepiej „odkrycie” naukowe, albo dzieło, wynalazek, itp. I tak aż „ad nauseam”... Nieuniknienie musieli byśmy dojść do takiego wniosku, jeśli by uznać rację tych, którzy w swej chciwości, przy równoczesnym poczuciu bezkarności oraz, bardzo często, kompletnym braku poczucia przyzwoitości, żądają zrównania praw autorskich z prawem rzeczowym.
Przy takim rozumowaniu, trzeba by zmienić pogląd na "Nie kradnij", i zmienić interpretację tego przykazania, albo po prostu odrzucić postulaty na temat kopiowania, skoro Jezus był bezgrzeszny. Całkiem wyraźnie bowiem, "nie kradnij" musi oznaczać coś innego niż udostępnianie, czy krakowanie.
Przy takim myśleniu przecież - nawet tak prosty i jak najbardziej naturalny a nawet BARDZO pożądany AKT PODZIELENIA SIĘ CZYMŚ Z BLIŹNIM jak nawet pożyczenie komuś książki, czy podzielenie się posiadaną wiedzą czy innymi dobrami, musiało by stać się nagle grzesznym występkiem, a nawet poważnym przestępstwem – tak jak tego by chciały takie TOTALITARNE propozycje prawne jak: AKTA i inne im podobne idiotyczne propozycje, czy to w Ameryce czy w Europie czy innych krajach gdzie nigdy nienasycone, monstrualne Korporacje, Koncerny i inne im podobne ESTABLISHMENTY chcą się dostać do władzy i totalnej kontroli nad społeczeństwem. Chcą oni bowiem jeszcze więcej władzy, i zyskanie prawa do totalnego mordo-dzierżstwa, nad społeczeństwem, których to praw do teraz jeszcze, oficjalnie, nie posiadają. Nigdy im nie dość niczego w ich bezwzględnej zachłanności i dążeniu do pieniądzy i TOTALNEJ władzy...
Co więc powinno być uznane za granicę przestępstwa, kradzieży, jeśli chodzi o łamanie praw autorskich, a co winno być uznawane jako zwykłe złamanie tylko prawa autorskiego, kształtowanego przez człowieka, i będącego tylko kwestią umowy społecznej?
Opierając się do Ewangelii, i innych Pism Świętych, można śmiało powiedzieć – granicą, tą jest korzyść majątkowa, jaką osoba łamiąca prawo autorskie uzyskuje. Jezus nie zyskał korzyści majątkowej kopiując chleb...
Gdy zakładając kafejkę czy stronę internetową puszczę w niej czyjąś muzykę, autor tej muzyki musi otrzymywać za nią wynagrodzenie. Bo rzekomo przyczynia się tym do uzyskania przeze mnie zysku, poprzez budowanie atmosfery tego miejsca.
Ale pytam więc... Dlaczego, nie ma jednakowego prawa liczyć na dokładnie takie samo potraktowanie projektant mebli, dywanów, tapet, i całego wystroju wnętrza? Dlaczego nie miałby mieć do tego prawa także architekt, czy wszyscy inni którzy do zbudowania tej kawiarni czy witryny się przysłużyli? Dlaczego nie powinni i oni również, otrzymywać dożywotnich wpływów za raz wykonaną pracę, jak to się ma z różnego rodzaju grajkami, i wykonawcami sztuki takiej czy innej?
No... ale, pierwszy lepszy grajek, kompozytor czy inny twórca czy wykonawca muzyki, czy to lepszy czy gorszy, popatrzył by na mnie jak na wariata, gdy bym go poprosił o zwrotne tantiemy, za dopuszczenie przeze mnie reklamy i promowanie jego muzyki w mojej kawiarni, czy witrynie na Sieci, gdzie bardzo często bywają różne osoby, które o nim nigdy wcześniej nie słyszały, a po wyjściu kupują jego czy jej dysk...
Jezus nie miał z tym żadnych problemów moralnych. Po prostu, rozmnożył chleb i już, jakiś piekarz stracił wtedy trochę dochodów, ale Zbawca chyba się zbytnio tym nie przejął, bo zgodnie z przedstawionym przykładem z kawiarnią wiedział że, ludzie potem i tak pójdą do jego piekarni.
Zastanówmy się nad tym, bo czeka nas wytężona walka o prawa autorskie, z upychanymi kolanami przez rozmaite koncerny, na siłę, politycznymi porozumieniami międzynarodowymi takimi jak: ACTA, SOPA i PIPA . Wielkie Koncerny i Korporacje oboma łokciami, nachalnie, jak nigdy przedtem przepychające się bez żadnych moralnych skrupułów do władzy. Będą oni w każdym bowiem przypadku atakować nas swoją „nową prawdę objawioną”, swoją propagandą, że kopiowanie to kradzież, i przekonywać, a nawet wręcz wymuszać, że musimy porzucić nasze odwieczne, naturalne wartości moralne i przyjąć ich „Nowy Porządek Światowy” ich (New World Order)...
Przy tym, musimy zdać sobie sprawę z tego że, w mentalności korporacyjnej, nie chodzi wcale o utratę dochodów, IM CHODZI O NIEDOPUSZCZENIE DO UZYSKANIA CZEGOKOLWIEK, bez ich wiedzy, totalnej kontroli, nadzoru, bez ich bez końca podrażanych a i tak już nadzwyczaj drogich, drogo płatnych zezwoleń, nakazów, zakazów, opóźnień, zwłok, robienia wielkiej łaski za prostą rzecz, licencji, oraz miliona innych zdzierczych przepisów, itp, itd...
Nie!
Kopiowanie to nie kradzież, tak jak nie byłoby kradzieżą stworzenie nowego mercedesa klasy S przy pomocy instrukcji Ctrl+C, Ctrl+V.
To jest - co najwyżej - złamanie prawa autorskiego. W żadnym wypadku nie może to być traktowane jako kradzież, ale tylko złamanie prawa autorskiego – raczej wątpliwego wykroczenia - i jeśli nawet uważanego za wykroczenie, to o nie porównywalnie mniejszym znaczeniu.
Nie dajmy sobie wmówić, że stajemy się złodziejami kopiując coś z sieci. Nie jesteśmy nimi, nawet w oczach obecnego prawa autorskiego. Możemy ściągać do woli. Nie dajmy się zastraszyć fałszywą informacją, propagandą i histerią mediów masowych. Oni mają służyć nam, a nie my im, w tym bowiem celu powstały i istnieją, aby nam służyć... Powinniśmy im o tym na każdym kroku przypominać, kiedy chcą od nas cokolwiek.
Pamiętajmy o tym! My mamy prawo od nich żądać, a oni nam służyć powinni - nie odwrotnie!
Nie można udostępniać - czyli „de facto” nie można powtarzać tego co Jezus zrobił na pustyni, przez udostępnienie ludziom posiłku. To musi się zmienić!... Powinno być sprawiedliwie, czyli, być mierzone uzyskaniem bezpośredniej korzyść majątkowej, i dzieleniem się tym z twórcą.
Można obejrzeć w kinach wzburzającą reklamę porównującą osobę która ściąga film z sieci z kimś, kto kradnie samochody i torebki. "Nie kradniesz samochodów, nie kradniesz torebek, nie kradniesz DVD? Kradniesz filmy, jesteś złodziejem!".
Poza nieprawidłową konkluzją tej reklamy (powyżej), jest ona demoralizująca, bo złodziei samochodów i torebek zrównuje z dzieciakami, którzy ściągają coś z sieci uszczuplając co najwyżej wirtualne, wymarzone dochody nadzwyczaj chciwych, pomimo że już niewiarygodnie bogatych, koncernów międzynarodowych.
Te same koncerny i twórcy przemilczają jednak to, że te właśnie dzieciaki sięgają potem w sklepach po ich filmy i muzykę, właśnie dlatego, że ją poznali, a żadnego mającego nawet bardzo bogatych rodziców, nie było by stać kupić takiej ilości muzyki, jaką można poznać w Sieci za darmo.
Nie dajmy się zwariować! Jezus nie był złodziejem, a dekalog nie zawiera zakazu kopiowania... Czas skończyć z tym totalitarnym szaleństwem i zmienić prawa, kneblujące kulturę i swobodę rozwoju.
Pośród wielu cudów opisanych w Ewangeliach, Jezus rozmnożył pokarm. Zdarzyło się bowiem, że nakarmił na pustyni tłumy ludzi, poprzez cudownie rozmnożenie chleba i paru ryb (Mt 15, Mk 8). Chleb ten, był przecież wyprodukowany według jakiejś receptury, którą Jezus, rozmnażając bochenki skopiował. Nie dokonał zmiany w recepturze. Po prostu „ukradł” komuś przepis nie pytając o pozwolenie. Postępując za takim tokiem myślenia, także samo, każdy z nas, piekąc chleb, „kradnie” cudzą recepturę, bo przecież ktoś ją wymyślił, czy stara czy nowa.
Przy takim sposobie myślenia - już nawet samo spożywanie jakiegokolwiek posiłku, jest „kradzieżą” czyjejś receptury – a już tym bardziej dieta zdrowotna, bo to kiedyś, jakiś „specjalista” od odżywiania, tu czy tam na świecie, opisał i przedstawił jako swoje osiągnięcie albo nawet i lepiej „odkrycie” naukowe, albo dzieło, wynalazek, itp. I tak aż „ad nauseam”... Nieuniknienie musieli byśmy dojść do takiego wniosku, jeśli by uznać rację tych, którzy w swej chciwości, przy równoczesnym poczuciu bezkarności oraz, bardzo często, kompletnym braku poczucia przyzwoitości, żądają zrównania praw autorskich z prawem rzeczowym.
Przy takim rozumowaniu, trzeba by zmienić pogląd na "Nie kradnij", i zmienić interpretację tego przykazania, albo po prostu odrzucić postulaty na temat kopiowania, skoro Jezus był bezgrzeszny. Całkiem wyraźnie bowiem, "nie kradnij" musi oznaczać coś innego niż udostępnianie, czy krakowanie.
Przy takim myśleniu przecież - nawet tak prosty i jak najbardziej naturalny a nawet BARDZO pożądany AKT PODZIELENIA SIĘ CZYMŚ Z BLIŹNIM jak nawet pożyczenie komuś książki, czy podzielenie się posiadaną wiedzą czy innymi dobrami, musiało by stać się nagle grzesznym występkiem, a nawet poważnym przestępstwem – tak jak tego by chciały takie TOTALITARNE propozycje prawne jak: AKTA i inne im podobne idiotyczne propozycje, czy to w Ameryce czy w Europie czy innych krajach gdzie nigdy nienasycone, monstrualne Korporacje, Koncerny i inne im podobne ESTABLISHMENTY chcą się dostać do władzy i totalnej kontroli nad społeczeństwem. Chcą oni bowiem jeszcze więcej władzy, i zyskanie prawa do totalnego mordo-dzierżstwa, nad społeczeństwem, których to praw do teraz jeszcze, oficjalnie, nie posiadają. Nigdy im nie dość niczego w ich bezwzględnej zachłanności i dążeniu do pieniądzy i TOTALNEJ władzy...
Co więc powinno być uznane za granicę przestępstwa, kradzieży, jeśli chodzi o łamanie praw autorskich, a co winno być uznawane jako zwykłe złamanie tylko prawa autorskiego, kształtowanego przez człowieka, i będącego tylko kwestią umowy społecznej?
Opierając się do Ewangelii, i innych Pism Świętych, można śmiało powiedzieć – granicą, tą jest korzyść majątkowa, jaką osoba łamiąca prawo autorskie uzyskuje. Jezus nie zyskał korzyści majątkowej kopiując chleb...
Gdy zakładając kafejkę czy stronę internetową puszczę w niej czyjąś muzykę, autor tej muzyki musi otrzymywać za nią wynagrodzenie. Bo rzekomo przyczynia się tym do uzyskania przeze mnie zysku, poprzez budowanie atmosfery tego miejsca.
Ale pytam więc... Dlaczego, nie ma jednakowego prawa liczyć na dokładnie takie samo potraktowanie projektant mebli, dywanów, tapet, i całego wystroju wnętrza? Dlaczego nie miałby mieć do tego prawa także architekt, czy wszyscy inni którzy do zbudowania tej kawiarni czy witryny się przysłużyli? Dlaczego nie powinni i oni również, otrzymywać dożywotnich wpływów za raz wykonaną pracę, jak to się ma z różnego rodzaju grajkami, i wykonawcami sztuki takiej czy innej?
No... ale, pierwszy lepszy grajek, kompozytor czy inny twórca czy wykonawca muzyki, czy to lepszy czy gorszy, popatrzył by na mnie jak na wariata, gdy bym go poprosił o zwrotne tantiemy, za dopuszczenie przeze mnie reklamy i promowanie jego muzyki w mojej kawiarni, czy witrynie na Sieci, gdzie bardzo często bywają różne osoby, które o nim nigdy wcześniej nie słyszały, a po wyjściu kupują jego czy jej dysk...
Jezus nie miał z tym żadnych problemów moralnych. Po prostu, rozmnożył chleb i już, jakiś piekarz stracił wtedy trochę dochodów, ale Zbawca chyba się zbytnio tym nie przejął, bo zgodnie z przedstawionym przykładem z kawiarnią wiedział że, ludzie potem i tak pójdą do jego piekarni.
Zastanówmy się nad tym, bo czeka nas wytężona walka o prawa autorskie, z upychanymi kolanami przez rozmaite koncerny, na siłę, politycznymi porozumieniami międzynarodowymi takimi jak: ACTA, SOPA i PIPA . Wielkie Koncerny i Korporacje oboma łokciami, nachalnie, jak nigdy przedtem przepychające się bez żadnych moralnych skrupułów do władzy. Będą oni w każdym bowiem przypadku atakować nas swoją „nową prawdę objawioną”, swoją propagandą, że kopiowanie to kradzież, i przekonywać, a nawet wręcz wymuszać, że musimy porzucić nasze odwieczne, naturalne wartości moralne i przyjąć ich „Nowy Porządek Światowy” ich (New World Order)...
Przy tym, musimy zdać sobie sprawę z tego że, w mentalności korporacyjnej, nie chodzi wcale o utratę dochodów, IM CHODZI O NIEDOPUSZCZENIE DO UZYSKANIA CZEGOKOLWIEK, bez ich wiedzy, totalnej kontroli, nadzoru, bez ich bez końca podrażanych a i tak już nadzwyczaj drogich, drogo płatnych zezwoleń, nakazów, zakazów, opóźnień, zwłok, robienia wielkiej łaski za prostą rzecz, licencji, oraz miliona innych zdzierczych przepisów, itp, itd...
Nie!
Kopiowanie to nie kradzież, tak jak nie byłoby kradzieżą stworzenie nowego mercedesa klasy S przy pomocy instrukcji Ctrl+C, Ctrl+V.
To jest - co najwyżej - złamanie prawa autorskiego. W żadnym wypadku nie może to być traktowane jako kradzież, ale tylko złamanie prawa autorskiego – raczej wątpliwego wykroczenia - i jeśli nawet uważanego za wykroczenie, to o nie porównywalnie mniejszym znaczeniu.
Nie dajmy sobie wmówić, że stajemy się złodziejami kopiując coś z sieci. Nie jesteśmy nimi, nawet w oczach obecnego prawa autorskiego. Możemy ściągać do woli. Nie dajmy się zastraszyć fałszywą informacją, propagandą i histerią mediów masowych. Oni mają służyć nam, a nie my im, w tym bowiem celu powstały i istnieją, aby nam służyć... Powinniśmy im o tym na każdym kroku przypominać, kiedy chcą od nas cokolwiek.
Pamiętajmy o tym! My mamy prawo od nich żądać, a oni nam służyć powinni - nie odwrotnie!
Nie można udostępniać - czyli „de facto” nie można powtarzać tego co Jezus zrobił na pustyni, przez udostępnienie ludziom posiłku. To musi się zmienić!... Powinno być sprawiedliwie, czyli, być mierzone uzyskaniem bezpośredniej korzyść majątkowej, i dzieleniem się tym z twórcą.
Można obejrzeć w kinach wzburzającą reklamę porównującą osobę która ściąga film z sieci z kimś, kto kradnie samochody i torebki. "Nie kradniesz samochodów, nie kradniesz torebek, nie kradniesz DVD? Kradniesz filmy, jesteś złodziejem!".
Poza nieprawidłową konkluzją tej reklamy (powyżej), jest ona demoralizująca, bo złodziei samochodów i torebek zrównuje z dzieciakami, którzy ściągają coś z sieci uszczuplając co najwyżej wirtualne, wymarzone dochody nadzwyczaj chciwych, pomimo że już niewiarygodnie bogatych, koncernów międzynarodowych.
Te same koncerny i twórcy przemilczają jednak to, że te właśnie dzieciaki sięgają potem w sklepach po ich filmy i muzykę, właśnie dlatego, że ją poznali, a żadnego mającego nawet bardzo bogatych rodziców, nie było by stać kupić takiej ilości muzyki, jaką można poznać w Sieci za darmo.
Nie dajmy się zwariować! Jezus nie był złodziejem, a dekalog nie zawiera zakazu kopiowania... Czas skończyć z tym totalitarnym szaleństwem i zmienić prawa, kneblujące kulturę i swobodę rozwoju.
środa, 11 kwietnia 2012
Walka z Rakiem - 2
Zasłane przez: Karola Króla
Pestkami wyleczyć raka
„Każdy powinien wiedzieć, że większość oficjalnych badań przeciw rakowi to wielkie oszustwa” – dr Linus Pauling (1901-1994), dwukrotny laureat Nagrody Nobla
Pestka z moreli zawiera witaminę B17, która leczy nowotwór w 100 proc. przypadków, nawet jego najbardziej złośliwe odmiany – twierdzi dr Ernesto Corntrerasa, który w swojej klinice wyleczył z raka wiele tysięcy pacjentów
Witamina B17, amigdalina albo letril – to trzy różne nazwy tej samej naturalnej substancji. Najpierw znaleziono ją w jądrach pestek moreli, potem stwierdzono, że występuje aż w 1200 gatunkach różnych roślin. Najwięcej jednak w pestkach popularnych owoców, takich jak morele, brzoskwinie, nektaryny, śliwki, jabłka, gruszki, wiśnie czy czereśnie.
Lecznicze działanie B17 opisano już w egipskich papirusach sprzed 5000 lat, proponując użycie wody migdałowej do leczenia raka skóry. Podobne zapiski o stosowaniu gorzkich migdałów pochodzą z Chin sprzed 4500 lat. W nowożytnej medycynie pierwsze informacje o tym, że B17 skutecznie leczy raka pojawiły się ponad 50 lat temu. Jej gorącym propagatorem był biochemik dr Ernest Krebs. Szacuje się, że od tego czasu około 100 tys. chorych na raka wyleczonych zostało letrilem. Skuteczne działanie B17 udowodniono w niezależnych badaniach w ponad 20 krajach, zarówno w przypadku ludzi, jak i zwierząt. Skuteczność wyleczeń sięga prawie 100 proc. pod warunkiem, że pacjent wcześniej nie został osłabiony naświetlaniem czy tzw. chemią. Jednym z najbardziej znanych współczesnych ośrodków leczących letrilem jest meksykańska klinika dra Ernesto Contrerasa Rodrigueza.
Ponieważ B17 jest skuteczna i tania, szybko stała się solą w oku instytucji powiązanych z amerykańskimi koncernami farmaceutycznymi. Letril jest naturalną substancją, tak samo jak zioła. Nie można jej opatentować, więc nie można na niej zarobić. Można natomiast na niej stracić. I to bardzo dużo. Gdyby ludzie dowiedzieli się masowo, że B17 leczy raka, przemysł farmakologiczny poniósłby gigantyczne straty z powodu zaniechania chemioterapii. Skończyłyby się nie tylko zyski ze sprzedaży chemii, ale również nie byłoby przyzwolenia na potężne dotacje na wieczne badania i dopłaty do leków. Nic więc dziwnego, że losy B17 to tajemnicza historia pełna przemilczeń, fałszu, zastraszeń i histerii zamiast rzetelnej naukowej dyskusji.
Cyjanek na zdrowie
Kiedy nasze babcie robiły weka na zimę, kładły owoce z pestkami. Nie wiedząc o tym, dostarczały swoim rodzinom B17. Kiedy nasze mamy robiły weka, pestki już wyjmowały, bo wmówiono im, że w pestkach jest cyjanek, czyli kwas pruski. Panika przeniknęła oczywiście z USA. Dlatego dzisiaj tysiące Amerykanów potajemnie wyjeżdża leczyć się do Meksyku... i wraca zdrowymi. Zresztą w Polsce, tak jak i w wielu krajach, nie możemy kupić witaminy B17 w żadnej aptece. Proszę sprawdzić, jak magister za ladą będzie stukała w klawiaturę aptecznego komputera wszystkie trzy nazwy, po czym uśmiechnie się i powie, że nie ma czegoś takiego.
Podstawowym argumentem przeciwko B17 jest twierdzenie, że letril zawiera silnie trujący cyjanek. Jednak witamina B12 również zawiera cyjanek i bez kłopotów można ją kupić w aptece. Nawet bez recepty. O co tu chodzi?
Dokładniejsze badania wykazały, że straszenie amigdaliną nie ma sensu, bo natura w doskonały sposób zabezpieczyła nas przed zatruciem substancją pochodzącą z pestek. Nawet lepiej, bo zabezpieczyła nas podwójnie. Wyobraźmy sobie bandytę dzwoniącego do drzwi i głuptaka wewnątrz, który je zawsze bezmyślnie każdemu otwiera. Właściciele domu wiedząc, że mają głuptaka, zamontują blokadę w drzwiach tak, by ani on, ani bandyta nie mogli otworzyć drzwi. Otóż zdrowa komórka ludzkiego ciała to dom, w którym jest zamontowana taka blokada, i nie ma głuptaka. Chora rakowa komórka to dom, w którym jest odwrotnie – nie ma blokady, a mieszka 3000 głuptaków. Bandytę przed drzwiami obrazuje cyjanek zawarty w B17.
B17 to substancja, w składzie której część atomów tak się ułożyła, że tworzy rodnik cyjanku. Rodnik „rodzi” cyjanek wtedy i tylko wtedy, gdy po pierwsze: zetknie się z enzymem otwierającym („głuptak”) o nazwie betaglukozydaza i po drugie – nie ma w pobliżu enzymu blokującego o nazwie rodanaza („blokada”).
W zdrowych komórkach ludzkiego ciała mamy blokującą rodanazę i prawie w ogóle nie ma betaglukozydazy. Dokładnie odwrotnie jest w komórkach rakowych, gdzie betaglukozydaza występuje aż 3000 razy więcej niż w normalnej komórce i brak jest enzymu blokującego – rodanazy.
Zatem gdy letril dostanie się do ludzkiego organizmu, rozchodzi się do wszystkich komórek zdrowych i chorych. W zdrowej komórce zamienia się w glukozę. W rakowej uwalnia cyjanek oraz drugą, równie silną truciznę (aldehyd benzoesowy). Te dwie trucizny niszczą komórkę rakową i tylko ją, a przecież o to chodzi.
Witamina B17, amigdalina albo letril – to trzy różne nazwy tej samej naturalnej substancji. Najpierw znaleziono ją w jądrach pestek moreli, potem stwierdzono, że występuje aż w 1200 gatunkach różnych roślin. Najwięcej jednak w pestkach popularnych owoców, takich jak morele, brzoskwinie, nektaryny, śliwki, jabłka, gruszki, wiśnie czy czereśnie.
Lecznicze działanie B17 opisano już w egipskich papirusach sprzed 5000 lat, proponując użycie wody migdałowej do leczenia raka skóry. Podobne zapiski o stosowaniu gorzkich migdałów pochodzą z Chin sprzed 4500 lat. W nowożytnej medycynie pierwsze informacje o tym, że B17 skutecznie leczy raka pojawiły się ponad 50 lat temu. Jej gorącym propagatorem był biochemik dr Ernest Krebs. Szacuje się, że od tego czasu około 100 tys. chorych na raka wyleczonych zostało letrilem. Skuteczne działanie B17 udowodniono w niezależnych badaniach w ponad 20 krajach, zarówno w przypadku ludzi, jak i zwierząt. Skuteczność wyleczeń sięga prawie 100 proc. pod warunkiem, że pacjent wcześniej nie został osłabiony naświetlaniem czy tzw. chemią. Jednym z najbardziej znanych współczesnych ośrodków leczących letrilem jest meksykańska klinika dra Ernesto Contrerasa Rodrigueza.
Ponieważ B17 jest skuteczna i tania, szybko stała się solą w oku instytucji powiązanych z amerykańskimi koncernami farmaceutycznymi. Letril jest naturalną substancją, tak samo jak zioła. Nie można jej opatentować, więc nie można na niej zarobić. Można natomiast na niej stracić. I to bardzo dużo. Gdyby ludzie dowiedzieli się masowo, że B17 leczy raka, przemysł farmakologiczny poniósłby gigantyczne straty z powodu zaniechania chemioterapii. Skończyłyby się nie tylko zyski ze sprzedaży chemii, ale również nie byłoby przyzwolenia na potężne dotacje na wieczne badania i dopłaty do leków. Nic więc dziwnego, że losy B17 to tajemnicza historia pełna przemilczeń, fałszu, zastraszeń i histerii zamiast rzetelnej naukowej dyskusji.
Cyjanek na zdrowie
Kiedy nasze babcie robiły weka na zimę, kładły owoce z pestkami. Nie wiedząc o tym, dostarczały swoim rodzinom B17. Kiedy nasze mamy robiły weka, pestki już wyjmowały, bo wmówiono im, że w pestkach jest cyjanek, czyli kwas pruski. Panika przeniknęła oczywiście z USA. Dlatego dzisiaj tysiące Amerykanów potajemnie wyjeżdża leczyć się do Meksyku... i wraca zdrowymi. Zresztą w Polsce, tak jak i w wielu krajach, nie możemy kupić witaminy B17 w żadnej aptece. Proszę sprawdzić, jak magister za ladą będzie stukała w klawiaturę aptecznego komputera wszystkie trzy nazwy, po czym uśmiechnie się i powie, że nie ma czegoś takiego.
Podstawowym argumentem przeciwko B17 jest twierdzenie, że letril zawiera silnie trujący cyjanek. Jednak witamina B12 również zawiera cyjanek i bez kłopotów można ją kupić w aptece. Nawet bez recepty. O co tu chodzi?
Dokładniejsze badania wykazały, że straszenie amigdaliną nie ma sensu, bo natura w doskonały sposób zabezpieczyła nas przed zatruciem substancją pochodzącą z pestek. Nawet lepiej, bo zabezpieczyła nas podwójnie. Wyobraźmy sobie bandytę dzwoniącego do drzwi i głuptaka wewnątrz, który je zawsze bezmyślnie każdemu otwiera. Właściciele domu wiedząc, że mają głuptaka, zamontują blokadę w drzwiach tak, by ani on, ani bandyta nie mogli otworzyć drzwi. Otóż zdrowa komórka ludzkiego ciała to dom, w którym jest zamontowana taka blokada, i nie ma głuptaka. Chora rakowa komórka to dom, w którym jest odwrotnie – nie ma blokady, a mieszka 3000 głuptaków. Bandytę przed drzwiami obrazuje cyjanek zawarty w B17.
B17 to substancja, w składzie której część atomów tak się ułożyła, że tworzy rodnik cyjanku. Rodnik „rodzi” cyjanek wtedy i tylko wtedy, gdy po pierwsze: zetknie się z enzymem otwierającym („głuptak”) o nazwie betaglukozydaza i po drugie – nie ma w pobliżu enzymu blokującego o nazwie rodanaza („blokada”).
W zdrowych komórkach ludzkiego ciała mamy blokującą rodanazę i prawie w ogóle nie ma betaglukozydazy. Dokładnie odwrotnie jest w komórkach rakowych, gdzie betaglukozydaza występuje aż 3000 razy więcej niż w normalnej komórce i brak jest enzymu blokującego – rodanazy.
Zatem gdy letril dostanie się do ludzkiego organizmu, rozchodzi się do wszystkich komórek zdrowych i chorych. W zdrowej komórce zamienia się w glukozę. W rakowej uwalnia cyjanek oraz drugą, równie silną truciznę (aldehyd benzoesowy). Te dwie trucizny niszczą komórkę rakową i tylko ją, a przecież o to chodzi.
Teraz, znając już mechanizm, spójrzmy, jak amerykańska Administracja ds. Żywności i Leków (FDA) starała się odwodzić od letrilu i w jaki sposób nastraszyła nasze mamy. Najpierw ogłoszono, że letril jest bezużyteczny do zabijania raka, bo po wnikliwych badaniach nie stwierdzono w nim cyjanku. Po jakimś czasie, stwierdzono że letril w komórkach rakowych uwalnia cyjanek. Wtedy wydano odwrotny komunikat: skoro letril zawiera cyjanek, jest trujący. Według FDA mamy zatem sytuację, że owszem, B17 zabija raka, ale ponieważ robi to cyjankiem, to „takie niehumanitarne”.
Ostatecznie jednak FDA została wezwana przed Sąd Federalny, gdzie przyznała, że nie posiada dowodów na toksyczność letrilu. Przeprosin oczywiście nie było, a my nadal jedliśmy kompoty bez pestek.
Nasi dziadowie jedli jądra pestek znacznie częściej. Niektórzy, bo lubili, inni z oszczędności albo biedy. Jedli też często zapomnianą przez współczesnych kaszę jaglaną, zwierającą B17. Do chleba dodawali ziarno lnu rónież zawierające letril. Spożywali mleko i mięso zwierząt, które jadły trawę, zawierającą B17. Współczesne odmiany traw zostały tak genetycznie zmienione, że pozbawiono je letrilu.
Co na to lekarze?
Wielu światowej sławy lekarzy nie boi się leczyć witaminą B17. Jednak nie ujmujaąc wielu zacnym polskim lekarzom większość albo nie słyszała o letrilu w ogóle, albo zapoznała się z fałszywymi informacjami na jego temat, albo zwyczajnie boi się odejścia od narzucanych przez koncerny farmaceutyczne procedur. To trochę tak, jak z ociepleniem klimatu. W Polsce lato jest zimniejsze niż zwykle, ale Polska przyłącza się do walki z ociepleniem klimatu. Straszy się nas ubytkiem lodu na Arktyce (biegun północny), a totalnie przemilcza rekordowy przyrost pokrywy lodowej na Antarktydzie (biegun południowy) itd. itd.
Musimy też wiedzieć, że lekarze są silnie uzależnieni od izb lekarskich, które niepokornym potrafią zabrać uprawnienia do wykonywania zawodu. Chcąc więc znaleźć lekarza, który ma odwagę się wychylić, trzeba szukać wśród emerytów albo tych, którzy mają odwagę przeciwstawić się systemowi.
Czy słyszeli Państwo, że w krajach, gdzie były długoterminowe strajki lekarzy, śmiertelność w tym okresie malała nawet o 30 proc.? Takie nagłe „ozdrowienia” społeczeństw podczas strajku lekarzy występowały wielokrotnie w różnych krajach, np. w Izraelu. Cóż, ludzie wtedy z konieczności musieli wrócić do naturalnych leków.
Od 2 tygodni jem po 15 jąderek z pestek śliwek i nie zauważam żadnych ubocznych skutków. Autor książki pt. „Świat bez raka”, mającej wkrótce ukazać się w Polsce, zaleca zjadanie tylu pestek dziennie, ile zjadamy zawierających te pestki owoców (np. jeśli zjadamy 7 śliwek dziennie, to możemy zjeść 7 jąder z pestek). W przypadku choroby dr Krebs zaleca spożywanie około 35 jąder pestek dziennie. Za granicą (np. za pośrednictwem Internetu) można też zakupić letril w tabletkach. Jedna tabletka 500 mg zawiera witaminę B17 w ilości znajdującej się w ponad 100 pestkach.
Więcej informacji na temat B17 można znaleźć w wydanej w Polsce przez Oficynę Wydawniczą 3.49 książce pt. „Terapia metaboliczna witaminą B17” (dostępna pod adresami: www.nieznany.pl lub www.nexus.media.pl).
Wiele praktycznych informacji w języku angielskim można także znaleźć na stronie internetowej:
http://www.worldwithoutcancer.org.uk/
Ostatecznie jednak FDA została wezwana przed Sąd Federalny, gdzie przyznała, że nie posiada dowodów na toksyczność letrilu. Przeprosin oczywiście nie było, a my nadal jedliśmy kompoty bez pestek.
Nasi dziadowie jedli jądra pestek znacznie częściej. Niektórzy, bo lubili, inni z oszczędności albo biedy. Jedli też często zapomnianą przez współczesnych kaszę jaglaną, zwierającą B17. Do chleba dodawali ziarno lnu rónież zawierające letril. Spożywali mleko i mięso zwierząt, które jadły trawę, zawierającą B17. Współczesne odmiany traw zostały tak genetycznie zmienione, że pozbawiono je letrilu.
Co na to lekarze?
Wielu światowej sławy lekarzy nie boi się leczyć witaminą B17. Jednak nie ujmujaąc wielu zacnym polskim lekarzom większość albo nie słyszała o letrilu w ogóle, albo zapoznała się z fałszywymi informacjami na jego temat, albo zwyczajnie boi się odejścia od narzucanych przez koncerny farmaceutyczne procedur. To trochę tak, jak z ociepleniem klimatu. W Polsce lato jest zimniejsze niż zwykle, ale Polska przyłącza się do walki z ociepleniem klimatu. Straszy się nas ubytkiem lodu na Arktyce (biegun północny), a totalnie przemilcza rekordowy przyrost pokrywy lodowej na Antarktydzie (biegun południowy) itd. itd.
Musimy też wiedzieć, że lekarze są silnie uzależnieni od izb lekarskich, które niepokornym potrafią zabrać uprawnienia do wykonywania zawodu. Chcąc więc znaleźć lekarza, który ma odwagę się wychylić, trzeba szukać wśród emerytów albo tych, którzy mają odwagę przeciwstawić się systemowi.
Czy słyszeli Państwo, że w krajach, gdzie były długoterminowe strajki lekarzy, śmiertelność w tym okresie malała nawet o 30 proc.? Takie nagłe „ozdrowienia” społeczeństw podczas strajku lekarzy występowały wielokrotnie w różnych krajach, np. w Izraelu. Cóż, ludzie wtedy z konieczności musieli wrócić do naturalnych leków.
Od 2 tygodni jem po 15 jąderek z pestek śliwek i nie zauważam żadnych ubocznych skutków. Autor książki pt. „Świat bez raka”, mającej wkrótce ukazać się w Polsce, zaleca zjadanie tylu pestek dziennie, ile zjadamy zawierających te pestki owoców (np. jeśli zjadamy 7 śliwek dziennie, to możemy zjeść 7 jąder z pestek). W przypadku choroby dr Krebs zaleca spożywanie około 35 jąder pestek dziennie. Za granicą (np. za pośrednictwem Internetu) można też zakupić letril w tabletkach. Jedna tabletka 500 mg zawiera witaminę B17 w ilości znajdującej się w ponad 100 pestkach.
Więcej informacji na temat B17 można znaleźć w wydanej w Polsce przez Oficynę Wydawniczą 3.49 książce pt. „Terapia metaboliczna witaminą B17” (dostępna pod adresami: www.nieznany.pl lub www.nexus.media.pl).
Wiele praktycznych informacji w języku angielskim można także znaleźć na stronie internetowej:
http://www.worldwithoutcancer.org.uk/
Jądra pestek moreli mozna też nabyć w Polsce: http://www.pestki-moreli.pl
Arkadiusz Woźniak
Arkadiusz Woźniak
Polecam również tekst: Tani i skuteczny sposób na raka oraz niesamowitą książkę odkrywającą prawdę o szczepieniach: www.jut.pl
Walka z Rakiem
| Zasłał do nas: Karol Krol | |||||
Tani i Skuteczny Sposób na Raka.Proponuję wyciąć i zachować ten tekst. Wkrótce może być zakazany. W USA te wiadomości już zostały ocenzurowane. Tam rząd zamknął stronę w internecie dr. Ashkara, a jego samego osądzono i skazano bo pokazał jak łatwo i tanio można wyleczyć raka W domu Georga Ashkara pojawili się agenci FBI. Aresztowali go pod zarzutem leczenia bez uprawnień. Wytoczono mu proces. Na świadków wezwano innych uleczonych. – Był pan chory na raka? – zapytał świadka sędzia. – Tak wysoki sądzie. – Czy teraz jest pan zdrowy? – Tak wysoki sądzie. – Czy stosował pan metodę obecnego tu Georga Ashkara? – Tak wysoki sądzie. Drugi świadek udzielił dokładnie takich samych odpowiedzi. W rezultacie ława przysięgłych uznała, że Georg Ashkar ich wyleczył. Nie pomogły tłumaczenia, że z medycznego punktu widzenia chory miał umrzeć, a żyje, że dr Ashkar nie diagnozował, nie dotykał pacjenta, ani że ziarno ciecierzycy, które zalecał nie jest lekarstwem. Sąd niczym bezduszny robot potraktował dr. Ashkara paragrafami – leczył bez uprawnień. George Ashkar jest doktorem fizyki, nie medycyny, więc skazano go na 5 lat więzienia w zawieszeniu i dodatkowo na 5 tysięcy dolarów grzywny. Oto mamy sytuację, gdzie ktoś twierdzi, że znalazł oczekiwane przez ludzkość skuteczne w 100 proc. lekarstwo na raka, ma świadków i dowody w postaci mnóstwa listów dziękczynnych. Próbuje, nie oczekując żadnego wynagrodzenia, zainteresować świat medyczny swoim odkryciem. Dobija się do wielu instytutów i lekarzy niby walczących z rakiem. I co? System się wścieka, bo zagrożone jest jego status quo. Przecież w razie rozwiązania problemu raka bo gigantyczne pieniądze na badania nagle się skończą. Zamiast nagrody więc jest proces, który skazuje Ashkara niczym przestępcę. W tym czasie w samym tylko USA umiera z powodu raka aż 1500 osób dziennie. Przypomnijmy sobie, że 2000 lat temu skuteczne leczenie Jezusa również doprowadzało do wściekłości ówczesnych kapłanów. Wtedy też nie ważne było wyleczenie tylko to, że leczył o złej porze, bo w szabat. Jak widać mechanizm działania systemu wtedy i dziś jest bardzo podobny. Przypomina się jeszcze profesor Wilczur, albo z ostatnich miesięcy – doktor Lenart ze szpitala w Kolbuszowej, który pijawkami uratował nogę pacjenta ale naraził się na ostre szykany dyrekcji szpitala. George nie poddał się Dobrze wiedział, że jego metoda jest w 100 proc. skuteczna. Nazwał ją metodą NIA (Neutral Infection Absorption Method). Według jego danych do dzisiaj wyzdrowiało około 1000 osób stosujących tę metodę. W samej Kaliforni uratował 40 ludzi. Dr Ashkar przyznaje, że 8 z nich zmarło, ale były to wyłącznie osoby bardzo zamożne, które stać było na najdroższe amerykańskie szpitale i tam kontynuowały leczenie. Wszyscy biedniejsi, których nie było stać na nowoczesną terapię, przeżyli. Oprócz raka metoda NIA uzdrowiła również przypadki reumatyzmu, artretyzmu, astmy, choroby układu immunologicznego a także AIDS. Skoro dr. Ashkarowi zabroniono polecać tej metody, wymyślił inny sposób, by pokazać światu jej skuteczność. To niesamowite, ale sam zapragnął dostać raka, by móc publicznie pokazać, że metoda jest dobra. Wyobraźcie sobie państwo kogoś, kto bardzo chce dostać raka? I stało się tak, jak chciał. 6 lat temu, w wieku 72 lat, dr George Ashkar znalazł się w szpitalu z powodu dziwnych bóli z lewej strony ciała. W ciągu tygodnia schudł 25 kg. Lekarze otworzyli mu brzuch i zdiagnozowali ciężki przypadek raka trzustki. Diagnozę przekazali jego żonie. Powiedzieli, żeby szykowała się do pogrzebu. "George oni powiedzieli, że masz raka trzustki i wkrótce umrzesz! A my przecież nie mamy pieniędzy na pogrzeb!" – powiedziała jego żona. "Skoro nie mamy pieniędzy, to nie będzie pogrzebu ...bo nie umrę'. Po czym, ku zdziwieniu lekarzy na własną prośbę wypisał się ze szpitala i zastosował swoją metodę. Po 2 miesiącach wyzdrowiał i żyje do dziś. Nie widząc żadnego zainteresowania medyków sam napisał o tym książkę. Niestety, nie wolno mu jej było wydać w USA, więc potajemnie wydrukował w Armenii i przeszmuglował do USA. Spotkanie z Georgem Byłbym bardzo zdziwiony gdyby ktoś mi powiedział, że 78–letni George przyjedzie do Polski. Jeszcze bardziej zdziwiłbym się, gdyby ktoś zapowiedział, że podczas jego pobytu w naszym kraju spotkam go przypadkowo. A jednak! 6 maja wpadliśmy na siebie w hoteliku w Kowarach, gdzie zajrzałem na chwilę podczas urlopu w Karkonoszach. Miałem zaszczyt poznać osobiście tego niezwykle ciepłego i sympatycznego staruszka. Spędziłem z nim kilka godzin. Pomijając dowody i wiedzę, gdzieś w duszy poczułem, że facet ma dużo racji, że trzeba o tym napisać. Z radością przyjął moją propozycję wydania jego książki w Polsce. Zresztą podczas jego pobytu w naszym kraju wszędzie budził zainteresowanie. Oto jego metoda: Kiedy George miał 5 lat z powodu raka zmarł jego wujek. Właśnie wtedy przysiągł sobie, że kiedyś odkryje lekarstwo na raka. Odkrycia dokonał stosunkowo szybko, bo już w wieku 12 lat. Wtedy jego domowym obowiązkiem było przygotowywanie jogurtu dla całej rodziny. Tego dnia grał akurat w piłkę, gdy mama jak zwykle zawołała go do zrobienia jogurtu. Proces polegał na zagotowaniu mleka, ostudzeniu go i dodaniu odpowiedniej porcji zaczynu. Chcąc jak najszybciej wrócić do gry zwiększył płomień pod garnkiem. Udało mu się przyśpieszyć gotowanie ale mleko przypaliło się. Pomimo tego, dokończył produkcję. Następnego dnia zaczerpnął łyżeczkę z wierzchu i ze zdziwieniem zauważył, że jogurt nie wykazuje żadnych oznak przypalonego mleka. Jednak gdy pobrał próbkę z dna garnka, gdzie ciecz była bardziej wodnista, wyraźnie poczuł spaleniznę. Zjawisko wykorzystał gdy jego matka zachorowała na reumatyzm. Jeździła do najlepszych lekarzy, ale nikt nie potrafił jej pomóc. – Coś złego jest we krwi, a my nie wiemy jak się togo pozbyć – twierdzili lekarze i radzili przebywać w suchym i ciepłym klimacie. George opowiedział mamie o swoim doświadczeniu z jogurtem i zasugerował, że z krwią może być podobnie – trucizny mogą się zbierać w bardziej wodnistym składniku krwi, choćby takiej wodzie, jaka powstaje w bąblu po oparzeniu. Mama uśmiechnęła się i natychmiast tlącym się papierosem przypaliła sobie nogę. Potem z powstałego bąbla upuściła płyn. Poczuła się lepiej, więc powtórzyła eksperyment. Ponieważ szpetnych przypaleń zaczęło przybywać, George wymyślił sposób, aby nie robić codziennie nowej rany, tylko wysączać ciecz ze starej. Po kilku próbach doszedł do wniosku, że najlepiej do tego nadaje się ziarno ciecierzycy. W żywej ranie umieszczał ziarno cieciorki i bandażował nogę. Po 12 godzinach, kiedy ziarno nasiąknęło, wymieniał je na nowe. Po pewnym czasie stosowania tej metody mama odzyskała zdrowie i co ważne, do końca życia nigdy więcej nie odczuwała problemów z reumatyzmem. Po latach badań i studiów George udoskonalił swoją metodę. Wybiera miejsce na nodze powyżej łydki ale poniżej kolana, tak by nie było na żyle ani na kości. Goli to miejsce z włosów i odkaża. Do wywołania sztucznego bąbla nie stosuje już rozżarzonego papierosa – ale zmiażdżony czosnek, który przykłada w małym pierścieniu. Po 6 godzinach od kontaktu z czosnkiem pojawia się bąbel na skórze. Następnie George odkaża powierzchnię wokół bąbla i wycina z ze środka martwą już skórę. Potem na gołej ranie umieszcza jedno zwykłe ziarno ciecierzycy. Takie jakie można kupić w sklepie. Ranę przykrywa chusteczką higieniczną z otworkiem, na który przykłada liść kapusty. Kapusta ma za zadanie utrzymać wilgoć aby rana nie wysychała. Całość opasa bandażem elastycznym i zostawia na 12 godzin po czym wymienia ziarno z opatrunkiem oraz liściem kapusty na nowe. Ziarno cieciorki chłonie płyny sączące się z rany. Po 2 miesiącach takich zabiegów krew oczyszcza się. Potem dopiero zaczyna oczyszczać się reszta organizmu. Specyficzne toksyny, które George nazywa cancerogenami mogą gromadzić się w różnych tkankach. – Teraz organizm znajduję „otwartą furtkę” i korzysta z okazji by się ich pozbyć. Pełne oczyszczenie organizmu i tym samym wyleczenie z przyczyny raka następuje po 6 miesiącach. Czasami jednak wymaga to nawet 12 a nawet 18 miesięcy, o ile pacjent otrzymywał chemoterapię. Wskaźnikiem końca jest wyciek czystej wody przez około 3 tygodni oraz dobre samopoczucie – twierdzi dr Ashkar. Dokładny opis i teorię tej metody pokazał na filmie, który można jeszcze zobaczyć w internecie (nie wiadomo jak długo) narzucając w Google hasło „metoda NIA”. Jeden ze znajomych lekarzy po zapoznaniu się z metodą NIA stwierdził delikatnie, że wiedza medyczna jest inna. Drugi lekarz postanowił po prostu ją sprawdzić i prowadzi w ten sposób 4 pacjentów. Cóż, wiedza i mądrość to są dwie różne sprawy. Wiedza pochodzi jedynie z materii, a mądrość od Boga. Wiedza analizuje i dzieli na kawałeczki, a mądrość łączy wszystko w całość. Arkadiusz Woźniak |
niedziela, 22 stycznia 2012
Strajk przeciwko cenzurze Internetu przez UE i Polskę
STRAJK: Facebook kontra cenzura internetu
Polscy użytkownicy Facebooka są przeciwni cenzurowaniu internetu i nie zgadzają się na to, by nasz rząd podpisał międzynarodowe porozumienie ACTA. Ratyfikacja dokumentu będzie początkiem końca wolności w sieci - podkreślają i nawołują do protestu w ramach wydarzenia "Nie dla ACTA - nie zgadzam się na podpisanie umowy przez Polskę".
"26 stycznia przedstawiciele polskiego rządu podpiszą ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), niezwykle kontrowersyjną umowę międzynarodową, która wprowadzi drastyczne narzędzia służące ochronie własności intelektualnej i ograniczające wolności w sieci. Nie pozwól, aby na internet padł choć cień międzynarodowej cenzury!" - apelują na Facebooku inicjatorzy wydarzenia https://www.facebook.com/events… .
Jednocześnie wyjaśniają, jak protestować:
1. Weź udział w wydarzeniu
2. Powiadom znajomych
3. Śledź na bieżąco wydarzenia na stronie "Nie dla ACTA": https://www.facebook.com/NIEdla…
4. Podpisz petycję: http://www.petycjeonline.pl/pet… - informują.
Strajk rozpoczął się w czwartek i potrwa do 26 stycznia. Strajkuje już ponad 45 tys. polskich użytkowników Facebooka.
Protestujący nie pozostawiają złudzeń: "Nie w taki sposób się niszczy piractwo, panowie. A prawdę mówiąc - to w rzeczywistości się nie da! Walka z wiatrakami, w której ucierpią TYLKO niewinni ludzie" - pisze Maciej. Wtóruje mu Bartek: "I tak z roku na rok coraz bardziej będą ograniczać nasze swobody obywatelskie... trzeba z tym walczyć, jak możemy!". Na stronie eventu są dziesiątki podobnych komentarzy.
Dołączycie do strajku?
"26 stycznia przedstawiciele polskiego rządu podpiszą ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), niezwykle kontrowersyjną umowę międzynarodową, która wprowadzi drastyczne narzędzia służące ochronie własności intelektualnej i ograniczające wolności w sieci. Nie pozwól, aby na internet padł choć cień międzynarodowej cenzury!" - apelują na Facebooku inicjatorzy wydarzenia https://www.facebook.com/events… .
Jednocześnie wyjaśniają, jak protestować:
1. Weź udział w wydarzeniu
2. Powiadom znajomych
3. Śledź na bieżąco wydarzenia na stronie "Nie dla ACTA": https://www.facebook.com/NIEdla…
4. Podpisz petycję: http://www.petycjeonline.pl/pet… - informują.
Strajk rozpoczął się w czwartek i potrwa do 26 stycznia. Strajkuje już ponad 45 tys. polskich użytkowników Facebooka.
Protestujący nie pozostawiają złudzeń: "Nie w taki sposób się niszczy piractwo, panowie. A prawdę mówiąc - to w rzeczywistości się nie da! Walka z wiatrakami, w której ucierpią TYLKO niewinni ludzie" - pisze Maciej. Wtóruje mu Bartek: "I tak z roku na rok coraz bardziej będą ograniczać nasze swobody obywatelskie... trzeba z tym walczyć, jak możemy!". Na stronie eventu są dziesiątki podobnych komentarzy.
Dołączycie do strajku?
środa, 18 stycznia 2012
Światowy protest społeczności anglojęzycznej Wikipedii
Dzisiaj przyłączmy się do świtowego protestu przeciwko cenzurowaniu Internetu przez Amerykańskie autorytety. Poniżej możecie przeczytać komunikat Anglojęzycznej Wikipedii po Polsku. Anglojęzyczny oryginał można znaleźć przez kliknięcie na jeden z języków oferowanych na początku samego artykułu!
Admin
Protest społeczności anglojęzycznej Wikipedii przeciwko SOPA
Do Czytelników i Społeczności anglojęzycznej Wikipedii Od Sue Gardner, Dyrektora zarządzającego Wikimedia Foundation Dnia 16 stycznia 2
W dniu dzisiejszym społeczność anglojęzyczn j Wikipedii ogłosiła decyzję wstrzymania na 24 godziny dostępności tej wersji językowej Wikipedii na całym świecie. Akcja rozpoczyna się o godzinie 5:00 UTC w środę 18 stycznia (oświadczenie Wikimedia Foundation w języku angielskim dostępne jest na tej stronie). Protest jest wyrazem sprzeciwu w stosunku do proponowanej przez amerykańską Izbę Reprezentantów ustawy antypirackiej Stop Online Piracy Act (SOPA) i w stosunku do proponowanej przez amerykański Senat ustawy o ochronie praw intelektualnych PROTECT IP Act (PIPA). Jeśli te dwie ustawy zostaną uchwalone, to w poważny sposób wpłyną negatywnie na otwartość i dostępność sieci Internet, w tym Wikipedii.
Jest to pierwszy tego typu publiczny protest anglojęzycznej Wikipedii, a decyzja o jego rozpoczęciu nie została powzięta pochopnie. Trzej administratorzy projektu o pseudonimach NuclearWarfare, Risker i Billinghurst, którzy moderowali dyskusję w projekcie, określili sytuację następująco (fragmenty oświadczenia):
Choć artykuły Wikipedii są neutralne, jej istnienie nie jest. Cytując słowa Kat Walsh, członka zarządu Wikimedia Foundation z wypowiedzi na jednej z list mailingowych:
Podobnie, jak Kat i pozostali członkowie zarządu Wikimedia Foundation, coraz częściej myślę o głosie publicznym Wikipedii i o życzliwości, którą obdarzają Wikipedię ludzie, ceniący zasób mający misję służenia ogółowi. Czytelnicy ufają Wikipedii wiedząc, że mimo wad ma ona wielkie serce. Nie chce ona spieniężyć tego, co czytają, nie stara się ich przekonać do uwierzenia w określone rzeczy, czy sprzedać im dane produkty. Wikipedia nie ma tego typu misji, ona chce po prostu być przydatna.
Inne serwisy internetowe nie stoją na tak moralnej pozycji. Większość działa w sposób komercyjny: ich celem jest zarabianie. Nie oznacza to, że obce jest im dążenie do ulepszania świata – wiele z nich chce poprawić życie ludzi – lecz ich stanowiska i działania należy pojmować w kontekście konfliktu interesów.
Mam nadzieję, że 18 stycznia, gdy Wikipedia zamknie swe podwoje na dzień, czytelnicy zrozumieją, że robimy to dla nich. Popieramy prawo każdej jednostki do wolności wyrażania się. Sądzimy, ze każdy powinien mieć możliwość dostępu do materiałów edukacyjnych w szerokim zakresie tematycznym, nawet gdy nie jest w stanie za te materiały zapłacić. Wierzymy w wolny i otwarty Internet, gdzie można dzielić się wiedzą bez ograniczeń. Jesteśmy przekonani, że nowe ustawy pokroju SOPA, PIPA i innych dokumentów dyskutowanych zarówno w USA, jak i innych krajach nie służą interesowi publicznemu. Pod tym adresem znajduje się lista powodów, dla których należy sprzeciwić się wprowadzeniu ustaw SOPA i PIPA.
Dlaczego działamy globalnie, nie ograniczając się do terenu USA? Dlaczego robimy to teraz, gdy część władzy legislacyjnej w Stanach Zjednoczonych wycofuje w sposób taktyczny swoje wsparcie dla SOPA?
Tak naprawdę nie wierzymy w zarzucenie prac nad SOPA, dodatkowo widząc aktywność w kwestii PIPA. Co gorsza, te dwie ustawy wskazują na jeszcze szerszy problem. Na całym świecie daje się zauważyć nowe kroki legislacyjne w walce z piractwem internetowym i regulujące działanie Sieci, w sposób inny niż godzenie w wolność w Internecie. Nasze obawy dotyczą problemu o wiele szerszego niż SOPA i PIPA. Chcemy, by Internet był nadal otwarty i wolnodostępny – wszędzie, dla każdego.
Mamy nadzieję, że 18 stycznia wyrazicie tę samą opinię, co my i że postaracie się, by i Was ktoś wysłuchał.
Sue Gardner,
Dyrektor zarządzający Wikimedia Foundation
| W innych językach: | English • Esperanto • Català • Français • Polski |
|---|
Jest to pierwszy tego typu publiczny protest anglojęzycznej Wikipedii, a decyzja o jego rozpoczęciu nie została powzięta pochopnie. Trzej administratorzy projektu o pseudonimach NuclearWarfare, Risker i Billinghurst, którzy moderowali dyskusję w projekcie, określili sytuację następująco (fragmenty oświadczenia):
-
- Społeczność anglojęzycznej Wikipedii wyraża opinię, że obydwie ustawy po uchwaleniu będą stanowiły zagrożenie dla otwartej i wolnej sieci Internet.
-
- W ciągu ostatnich 72 godzin ponad 1800 użytkowników przyłączyło się do dyskusji nad proponowanymi środkami, które społeczność mogłaby wykorzystać sprzeciwiając się ustawom SOPA i PIPA. Był to jak do tej pory najszerszy oddźwięk w dyskusji społecznościowej na łamach projektu, co pokazuje, jak bardzo kwestie proponowanej legislacji bliskie są wikipedystom. Przeważająca część uczestników dyskusji popiera pomysł wsparcia szerszych działań społecznych stanowiących odpowiedź na obie proponowane ustawy. W przywołanych w trakcie dyskusji najczęściej popierane były działania skutkujące zablokowaniem dostępu do anglojęzycznej Wikipedii, połączone z blokadą innych serwisów internetowych sprzeciwiających się wprowadzeniu ustaw SOPA i PIPA.
-
- W podsumowaniu dyskusji administratorzy zaznaczyli szerokie poparcie społeczne dla akcji udzielone przez wikipedystów z całego świata, nie tylko z terenu Stanów Zjednoczonych. Głosy przeciwko wprowadzeniu zatrzymania dostępu na poziomie globalnym pochodziły głównie od użytkowników, którzy proponowali utrudnienia w dostępnie do Wikipedii wyłącznie na terenie USA, podczas, gdy na komputerach użytkowników spoza Stanów Zjednoczonych wyświetlany byłby baner informacyjny. Zauważono również, ze około 55% osób popierających zatrzymanie dostępu do Wikipedii popierało działanie o zasięgu globalnym, wskazując na podobne kroki legislacyjne w innych krajach.
Choć artykuły Wikipedii są neutralne, jej istnienie nie jest. Cytując słowa Kat Walsh, członka zarządu Wikimedia Foundation z wypowiedzi na jednej z list mailingowych:
-
- Jesteśmy zależni od struktury legislacyjnej, która umożliwia nam funkcjonowanie. Zależymy też od sytuacji prawnej umożliwiającej innym serwisom internetowym na zamieszczanie materiałów opracowanych przez swoich użytkowników, zarówno w dziedzinie informacji, jak i jej wyrażania. Projekty Wikimedia w dużej mierze organizują i podsumowują proces zbierania ludzkiej wiedzy. Układamy tę wiedzę w określonym kontekście i pokazujemy ludziom, jak tę wiedzę rozpoznać.
-
- Wiedza musi jednak być publikowana, jeśli ktokolwiek ma ją odnaleźć i wykorzystać. Jeśli ma ona być poddana cenzurze bez przemyślenia, godzi to w autorów, społeczność i ruch Wikimedia. Jeśli można wyrażać siebie wyłącznie posiadając środki pozwalające na walkę z systemem prawnym lub jeśli wyrażanie siebie może przebiegać wyłącznie w stylu zaaprobowanym przez kogoś mającego takie środki, to świat będzie mieć wyłącznie dostęp do niezmiennego zawężonego zestawu idei.
Podobnie, jak Kat i pozostali członkowie zarządu Wikimedia Foundation, coraz częściej myślę o głosie publicznym Wikipedii i o życzliwości, którą obdarzają Wikipedię ludzie, ceniący zasób mający misję służenia ogółowi. Czytelnicy ufają Wikipedii wiedząc, że mimo wad ma ona wielkie serce. Nie chce ona spieniężyć tego, co czytają, nie stara się ich przekonać do uwierzenia w określone rzeczy, czy sprzedać im dane produkty. Wikipedia nie ma tego typu misji, ona chce po prostu być przydatna.
Inne serwisy internetowe nie stoją na tak moralnej pozycji. Większość działa w sposób komercyjny: ich celem jest zarabianie. Nie oznacza to, że obce jest im dążenie do ulepszania świata – wiele z nich chce poprawić życie ludzi – lecz ich stanowiska i działania należy pojmować w kontekście konfliktu interesów.
Mam nadzieję, że 18 stycznia, gdy Wikipedia zamknie swe podwoje na dzień, czytelnicy zrozumieją, że robimy to dla nich. Popieramy prawo każdej jednostki do wolności wyrażania się. Sądzimy, ze każdy powinien mieć możliwość dostępu do materiałów edukacyjnych w szerokim zakresie tematycznym, nawet gdy nie jest w stanie za te materiały zapłacić. Wierzymy w wolny i otwarty Internet, gdzie można dzielić się wiedzą bez ograniczeń. Jesteśmy przekonani, że nowe ustawy pokroju SOPA, PIPA i innych dokumentów dyskutowanych zarówno w USA, jak i innych krajach nie służą interesowi publicznemu. Pod tym adresem znajduje się lista powodów, dla których należy sprzeciwić się wprowadzeniu ustaw SOPA i PIPA.
Dlaczego działamy globalnie, nie ograniczając się do terenu USA? Dlaczego robimy to teraz, gdy część władzy legislacyjnej w Stanach Zjednoczonych wycofuje w sposób taktyczny swoje wsparcie dla SOPA?
Tak naprawdę nie wierzymy w zarzucenie prac nad SOPA, dodatkowo widząc aktywność w kwestii PIPA. Co gorsza, te dwie ustawy wskazują na jeszcze szerszy problem. Na całym świecie daje się zauważyć nowe kroki legislacyjne w walce z piractwem internetowym i regulujące działanie Sieci, w sposób inny niż godzenie w wolność w Internecie. Nasze obawy dotyczą problemu o wiele szerszego niż SOPA i PIPA. Chcemy, by Internet był nadal otwarty i wolnodostępny – wszędzie, dla każdego.
Niech świat usłyszy Twój głos!
Sue Gardner,
Dyrektor zarządzający Wikimedia Foundation
niedziela, 1 stycznia 2012
Niemieckie - Hitlerowskie korzenie dzisiejszej UE
Kończy się zachłyśnięcie poczuciem władzy i bezkarności zdradzieckich elit UE!
Zaczyna się stopniowe raczkowanie do tyłu, wycofywanie się od odpowiedzialności kliki prymitywnych Euro-Unijnych karierowiczów za wszelką cenę. Zaczyna się wymigiwanie się od odpowiedzialności za podłości i zdradzieckie taktyki wobec naszego narodu przez wielu z nich, na czele z Tuskiem i jego euro-matołkami.
Właśnie zauważyłem ciekawy artykuł na ten temat, I to gdzie!? W, Onet.pl/!... (opanowanym przecież przez klikę zdrajców Polski, prymitywnych karierowiczów którzy nawet własnego języka nie chcą używać jak prawdziwi Polacy. No i nie dziwota, bo często nawet nie potrafią).
Wygląda na to że rzeczywiście, zaczyna się naprawdę "koniec świata"...
Jest to jednakże wyraźnie, z małym tylko marginesem na pomyłkę, prawdziwy "koniec ich elitarnego światka" koniec świata gangu cwaniaków, banksterów, żurno-matołów, spcjalistów od prymitywnej propagandy, establiszmentu wszelkiego rodzaju, i bezwzględnych zdrajców narodu.
Zdaje się że w szybkimi krokami nadchodzi koniec dla obecnej kliki ksenokratów, elitarystów i zdrajców, totalnie obcych żywemu organizmowi naszego Słowiańskiego narodowi Polskiego. Nadchodzi koniec raka toczącego, zdrowy przecież poza tym, organizm naszego narodu. Nadchodzi nareszcie koniec podłego, zdradzieckiego i podstępnego systemu rzeczy UE!
Wygląda na to że brytyjskie Zjednoczone Królestwo, jeszcze na wiosnę tego roku powie NIE temu zdradzieckiemu tworowi polityki kontynuacji marzeń hitlerowskich, a to znaczyłoby również, prawie że równoczesny, a przynajmniej bardzo szybko po tym następujący, koniec tego europejskiego monstrum politycznego pod władzą, naciskami i przewodnictwem Niemieckim. Miejmy tylko nadzieję że znajdą się jeszcze w Polsce politycy prawdziwie Polscy, którzy podążą natychmiast tą samą drogą...
Polecam wejście na poniższe odnośniki oraz oglądnięcie filmiku i przeczytanie szokujących może dla niektórych, ale niemniej jednak wyglądających na bardzo prawdziwe, wiadomości co do pochodzenia tej milion-kroć przeklętej Europejskiej Unii Zdrajców i Elitarystów i jej oryginalnych korzeni. Łatwo sobie wyobrazić na podstawie tego co się dzieje już teraz, czego mogło by to poprowadzić, jeśli by nie padło. Oby się to wiec stało najszybciej jak to tylko możliwe!...
Poniżej, ciekawy filmik YouTube po Polsku - ale tylko dla tych którzy potrafią zrozumieć ironię i sarkazm autora, i nie dostaną przy tym ataku serca nim oglądną do końca:
http://youtu.be/ge48u607y5Y
A oto bardzo ciekawe materiały PDF po Polsku:
http://www.wykop.pl/ramka/531699/nazistowskie-korzenie-bruekselskiej-ue/#
Subskrybuj:
Posty (Atom)